#12 Dziewięć dni w raju

Stało się. Wszystko, co dobre, kiedyś dobiega końca. Po 3-letnim pobycie na Fuerteventurze nadszedł czas na zmiany, w związku z czym już za 9 dni znajdę się znów w Polsce. Ale nie, nie wyprowadzam się do Polski, jedynie wracam tam na kilka dni, żeby zobaczyć rodzinę, znajomych, itp. A następnie kieruję się do Londynu, gdziespędzę kilka kolejnych lat (miejmy nadzieję).  Dlatego dziewięć dni w raju to ostatnie już moje chwile na Wyspach Kanaryjskich, i z każdą chwilą zdaję sobie sprawę, jak bardzo będzie mi ich brakować.

Za czym będę najbardziej tęsknić?

Na pewno za takimi dniami, kiedy mogłam przesiedzieć na plaży 10 godzin i niczym się nie przejmować. Po prostu leżeć na piasku, kąpać się w oceanie i dobrze spędzać czas. Za plażą i słońcem przez 365 dni w roku. Oj tak, w Anglii na pewno będzie mi tego brakować.

Będę tęsknić za jazdą samochodem po pustych drogach i podziwianiem pięknych krajobrazów gdziekolwiek bym się znalazła. W sumie jest to trochę głupie, ale naprawdę będzie mi brakowało prowadzenia auta, jako że w Anglii raczej się nie odważę nigdzie pojechać.

Imprez, muzyki, której nawet nie lubię, noszenia krótkich spodenek nawet w zimie, spędzania całych dni na słońcu, chodzenia po plaży, pracy w mercadillo, widoku z okna na ocean. Tego będzie mi brakować. Tych wszystkich małych, głupawych rzeczy, które sprawiły, że właśnie to miejsce jest dla mnie rajem.

No i co najważniejsze, będę tęsknić za wszystkimi moimi wspaniałymi znajomymi, jakich poznałam tutaj przez te kilka lat. Nawet za tymi, z którymi zdążyłam już stracić kontakt. Nawet za ludźmi, którzy przypadkowo rzucili do mnie „hola” na ulicy. Za wszystkimi przyjaciółmi, dzięki którym zyskałam tyle wspaniałych wspomnień. :)

Ale tak czy siak, znając siebie, i tak pewnie wrócę tutaj na wakacje, karnawał, czy w jakiejkolwiek wolnej chwili. 

Na koniec wpisu wrzucam wam jeszcze filmik, który nagrał i zmontował mój kolega podczas Fiestas del Carmen w Corralejo. 



Jeśli chcecie więcej zdjęć czy filmów z Fuerteventury, eventów, imprez, itp. to zapraszam na jego stronę TUTAJ.

#10 Fuerteventura en Música 2015

Początek lipca (w tym roku 3.07 – 4.07) oznacza tutaj festiwal Fuerteventura en Música. Jest on organizowany już od 12-tu lat  i znajduje się w Cotillo. Ludzie zazwyczaj rozbijają namioty na plaży i w pobliżu, no i zaczyna się czterdzieści osiem godzin zabawy. Festiwal wprawdzie trwa dwa dni, ale wiele osób przyjeżdża dużo wcześniej albo decyduje się zostać kilka dni dłużej, aby skorzystać z wspaniałych plaż, jakie oferuje nam Cotillo.

Ja, wraz z innymi znajomymi, bawiłam się tam od piątku do niedzieli. Jest to mój trzeci raz na tym festiwalu i, mam nadzieję, nie ostatni. ;) Pierwszego dnia dojechaliśmy na miejsce dosyć późno, jako że bezpośrednia droga do kempingu jest zamknięta, w związku z czym musieliśmy wybrać zdecydowanie dłuuuższą drogę naokoło. Rozbiliśmy namiot, przyszykowaliśmy coś do jedzenia i ruszyliśmy na koncerty, które zaczynały się o godzinie 20.00.

Następnego dnia w pobliskim „pueblo” odbyły się inne koncerty już od godziny 14.00. Znajdowało się tam również kilka barów oraz, co najważniejsze, morze. Także ogółem wszyscy ludzie albo tańczyli, albo pluskali się w wodzie przy dobrej muzyce (ja wybrałam drugą opcję, jako że woda była wspaniała, a słońce grzało naprawdę mocno). Wieczorem wybraliśmy się pod scenę główną, gdzie ja niestety nie wytrzymałam zbyt długo (bo lubię sobie pospać :) ), ale większość moich znajomych wróciła do namiotów dopiero rano ok. godziny 8.

11050670_1449818035322568_2149363694155370540_n

W tym oto miejscu odbywał się popołudniowy koncert. Po lewej stronie na brzegu znajdowała się scena. :)

Niestety nie udało mi się zrobić zdjęć, gdyż zawsze boję się zabierać aparat w miejsca, gdzie nie jestem pewna co się z nim stanie (a niestety namioty nie mają najlepszego zabezpieczenia). W każdym razie, postanowiłam poprosić kolegę (Jo Hammer na FB) o kilka zdjęć, które udało mu się pstryknąć, abyście mniej więcej widzieli, jak to wyglądało.

10253858_962899127094137_9209031160318692007_n 11695981_962264183824298_368609849611840539_n 11703058_962899147094135_3351249971860428163_n

Na koniec wrzucam Wam jeszcze piosenkę zespołu, który najbardziej przypadł mi do gustu.



Jakby chciał ktoś przejrzeć line-up, to tutaj zostawiam również fotkę. ;)

fuerteventura-en-musica-2015

Także jeśli planujecie wybrać się kiedyś na Fuerteventurę, zapraszam wpaść na początku lipca i doświadczyć tutaj niezapomnianych wrażeń! ;)

 

#9 Mercadillo, czyli stragany, stragany, i jeszcze raz stragany

Jak już wcześniej gdzieś tam wspomniałam, codziennie odbywają się tutaj tzw. mercadillo w różnych miejscach wyspy, gdzie każdy może sprzedawać swoje rzeczy. No więc dzisiaj postanowiłam się tam wybrać, aby zobaczyć jak pójdzie sprzedawanie w okresie wakacji (w lutym nie wyszło, poza sezonem nie warto tam stać).

Na rynek trzeba było jechać wcześnie, gdyż miejsca są zajmowane dość szybko, i jeśli się spóźnimy, może już dla nas nie starczyć lub ewentualnie dostaniemy jakieś miejsce na końcu w narożniku, gdzie nikt nigdy nie dociera. Dlatego też przed siódmą byłam już w Castillo i ze spokojem udało mi się dostać tam dobre miejsce. Problem w tym, że nie posiadam całego sprzętu do wystawienia stolika, jako że potrzeba kilka ram, na które potem kładzie się blat. No więc postanowiłam skierować się do miłych ludzi pracujących obok mnie, ale niestety wszyscy powiedzieli, że nie mają dodatkowego szkieletu (nieprawda, prawie wszyscy mają!). Potem okazało się, że jednak mają, ale nie chcą pożyczyć. W końcu po dłuższym czasie udało mi się znaleźć i złożyć stolik, po czym na górze wywiesiłam razem z mamą zielony materiał, który okazało się, że nie może być zielony, więc nie mogę go użyć. Musi być brązowy. Ta. No więc nagle zaczęło się zbiegać pełno ludzi, którzy usiłowali sprzedać mi trzy metry brązowego materiału w „rozsądnej cenie”. Tak czy siak, wszystko jakoś się ułożyło, i tym sposobem spędziłam około 6 godzin na słońcu, czekając aż ktoś coś ode mnie kupi. Wierzcie mi, sama bym nie pomyślała, że stanie może być tak męczące.

Minusem mercadillo jest to, że należy zapłacić za miejsce 20 Euro, czyli jeśli nic nie sprzedamy to wychodzimy na minus, a z tego co dziś widziałam, to mało komu udaje się coś sprzedać, w związku z czym lepiej przyjść z czymś oryginalnym. Zresztą jak się pewnie domyślacie, wszystkie rzeczy są takie same – paski, zegarki, bransoletki, koszulki okulary przeciwsłoneczne, no i oczywiście torebki. Ceny z góry zazwyczaj są zawyżone, więc jak ktoś potrafi się targować, to i się dobrą rzecz za dobrą cenę dostanie. ;)

Moim zdaniem warto się wybrać na taki rynek, bo na pewno się znajdzie coś dla każdego, a pamiątka z wakacji zawsze jest czymś przyjemnym. :)

Jeszcze wstawię Wam jedyne zdjęcie, jakie mam z dzisiejszego dnia, abyście mniej więcej widzieli jak to wygląda. ;)

Bez tytułu

No i oczywiście państwo obok mają zielony materiał i nikt im nie zabrania go wywieszać!;) Ciężko być tu nowym, no i ciężko wytrzymać tyle godzin na słońcu! Ale wyznam Wam, ze dziś opłacił się mój wysiłek. :)

Pozdrawiam!

 

#7 PAU, czyli matura w Hiszpanii

Od 10-ego do 12-ego czerwca odbyły się na Wyspach egzaminy maturalne PAU (Prueba de Acceso a la Universidad). Wprawdzie przeniosłam się już na tryb wakacyjny, ale ten post poświęcę właśnie tematowi matury w Hiszpanii.

Jakie są koszty, aby podejść matury?

Pierwsze, co musicie wiedzieć, to że matura jest tutaj płatna. Aby ją napisać, należy zapłacić 70 Euro, a do tego dochodzą jeszcze dodatkowe koszty o wysokości 53 Euro, aby otrzymać dyplom ukończenia liceum. Ze względu na to dużo osób wstrzymuje się przed podejściem do egzaminu.

Jak się ocenia egzaminy?

Łącznie można podejść do sześciu egzaminów, z czego każdy z nich jest pisemny (uff ;) ). Cztery z nich muszą zaliczać się do części generalnej, a pozostałe dwa służą nam po to, aby podwyższyć sobie średnią. Najwyższa ocena, jaką można dostać to 10, ale następnie dochodzi nam kolejna zasada: za każdy egzamin generalny można otrzymać od 0 do 2.5 pkt, a za resztę od 0 do 2 pkt, czyli maksymalnie możemy dość aż do średniej 14. Inaczej mówiąc, jeśli zaliczymy egzamin na ocenę 10, możemy sobie doliczyć 2.5 pkt do naszej średniej.

Jakie przedmioty możemy wybrać?

Jest tylko jeden egzamin, który jest tak na prawdę obowiązkowy – język hiszpański. Polega on na skomentowaniu wiersza lub fragmentu książki, wybierając spośród 8 autorów (opcja A); lub jakiegoś artykułu z gazety, gdzie autor pozostaje nam nieznany, i w związku z czym możemy sobie odpuścić wkuwanie na pamięć czyjejś biografii (opcja B).

Następnie możemy wybrać sobie język – angielski, niemiecki, włoski lub francuski. Egzamin polega jedynie na pracy z tekstem, części ze słownictwem oraz na koniec dochodzi nam wypracowanie na jeden z kilku podanych tematów.

Przy kolejnym egzaminie należy wybrać między historią Hiszpanii a historią filozofii. Osobiście wybrałam  drugą opcję, filozofię, gdzie trzeba napisać wypracowanie na temat wybranego filozofa (w tym roku byli to Kant lub Platon).

Pozostałe trzy egzaminy zależą od kierunku, jaki się wybrało w liceum (przedmioty ścisłe, sztuka, itp.). Ja miałam do wyboru ekonomię, geografię lub matmę, z czego podeszłam do wszystkich trzech z nich. Na ekonomii czekają nas głównie obliczenia oraz trochę teorii. Geografia – komentarz mapy lub wykresu, wieeele definicji oraz dwa pytania na temat geografii Hiszpanii, z naciskiem na Wyspy Kanaryjskie. A matma, to matma, czyli kilka naprawdę trudnych oraz dołujących zadań. :(

Ile trwają egzaminy?

Każdy egzamin trwa półtorej godziny – naprawdę bardzo krótko, więc najlepiej umieć po trochu wszystkiego. ;)

Ogólnie nie jest źle, ponieważ materiał nie obejmuje zbyt wiele – jedynie ostatni rok liceum. Do tego dostajemy listę możliwych tematów, w związku z czym bardzo łatwo starać się o najwyższą ocenę. Tak czy siak, edukacja tutaj nie sięga zbyt wysokiego poziomu, więc nie musimy się spodziewać niczego trudnego. Wyniki egzaminów dostajemy już około tydzień później, a w wypadku oblania zawsze można iść na poprawkę w lipcu; ale wierzcie mi – naprawdę nie jest ciężko. ;)

Mimo to, aby dostać się na studia liczy się tylko 40% średniej z matury, a reszta należy już do średniej naszych ocen z pierwszej i drugiej klasy liceum.

Ja sama się cieszę, że mogłam zdać maturę tutaj, jako że w Polsce stawiają nam poprzeczkę zdecydowanie wyżej. Ale to się jeszcze okaże do środy, kiedy dostanę już moje wyniki, i kto wie – może wcale nie było tak łatwo, jak mi się wydawało. ;)

#4 30 maja – Día de Canarias

30-ego maja świętujemy tutaj dzień Wysp Kanaryjskich. Jest to uroczystość, która narodziła się w 1983 roku wraz z powstaniem Parlamentu Wysp Kanaryjskich, który znajduje się w Santa Cruz de Tenerife.

W tym roku po raz pierwszy uczestniczyłam w Baile de Taifas, czyli imprezie zorganizowanej dla wszystkich tych, którzy chcą uczcić swoją kanaryjską narodowość. Dla mieszkańców tutejszych wysp jest to bardzo ważne święto. 29 maja przygotowuje się w Puerto del Rosario koncert z tutejszą muzyką dla szacowanej liczby 10 tys. osób. Można przyjść tutaj, aby potańczyć oraz posłuchać muzyki, lub istnieje także możliwość zarezerwowania stolika – w tym przypadku każdy przynosi swoje własne jedzenie, alkohol, no i zaczyna się zabawa. ;) Wygląda to mniej więcej tak:

53   64

Aby wejść na imprezę trzeba spełnić jeden warunek – należy ubrać typowy kanaryjski strój. No i z tym miałam problem, gdyż takie ubranko kosztuje około 40 Euro, a bez sensu wydawać takie pieniądze na coś, co założę tylko jeden raz. Niestety, każda z moich znajomych posiadała tylko jeden strój, który oczywiście sama zamierzała ubrać na Baile de Taifas. Na szczęście, mniej więcej godzinę przed imprezą, udało zdobyć mi się jakiś fartuszek oraz długą spódnicę (przez którą prawie się zabiłam 3 razy tamtej nocy! ;) ). Strój kanaryjski dla kobiety wygląda mniej więcej tak:

1

 

Każda z dziewczyn ubiera długą spódnicę (zazwyczaj jest to spódnica w kolorowe paski), na nią należy założyć fartuszek. Musi mieć też ubraną białą bluzkę, a na szyi lub na głowie – zawiązaną chustę, przeważnie dobraną do koloru spódnicy.

Strój u każdego mężczyzny powinnien wyglądać tak:

DSC_0538

Czyli dokładniej mówiąc – czarna lub szara kamizelka, biała koszula, czarne spodnie oraz czerwony pas. ;)

Dokładnie taki klimat – tutejsza muzyka, tutejsze stroje i tutejsze żarcie. A Wy co myślicie – chcielibyście uczestniczyć w takiej imprezie? Czy Waszym zdaniem pomaga to zapoznać się trochę bardziej z kanaryjską kulturą? 

Pozdrawiam! ;)

 

#3 Co zwiedzić? – Najciekawsze miejsca cz.1

Hej!

Dziś przedstawię Wam moją listę najciekawszych miejsc, jakie można zwiedzić na Fuerteventurze. Oczywiście nie ukrywam, że wszędzie jest tutaj jak w bajce, ale na razie postanowiłam pokazać Wam kilka ulubionych zakątków. ;)

Wydmy w Corralejo

Jest to zdecydowanie moje ulubione miejsce – rezerwat przyrody Dunas de Corralejo. Powierzchnia jaką obejmuje, to około 2,6 tys. hektarów. Wydmy zostały utworzone z piasku, który dotarł tutaj aż z Sahary. O każdej porze roku znajdziemy tutaj pełno turystów oraz baaaardzo dużo kite-surferów oraz windsurferów. Wystarczy zatrzymać się tu tylko na chwilę, a już poczujemy się jak w raju. 

Niżej zamieszczam kilka zdjęć, abyście sami się przekonali, jakie to piękne miejsce. :)

(Po kliknięciu na wybrane zdjęcie, można je obejrzeć w większych wymiarach)

10409235_850542678313194_4917060696521111931_n 10426231_850543114979817_3017469111072743614_n 10612941_850542844979844_5193414720170427165_n

Ajuy

Ajuy to wioska rybacka, która znajduje się w części wyspy zwanej Pájara. Jest to również pomnik przyrody, gdzie znajdziemy przede wszystkim jaskinie… Brzmi nudno? Niekoniecznie. Pierwsze dwa lata sama nie mogłam się przekonać, ale ostatecznie wybrałam się na tą wycieczkę i ani trochę nie żałuję. Jest to naprawdę cudowne miejsce, szczególnie jeśli ktoś lubi spacery na świeżym powietrzu, pstrykanie zdjęć i podziwianie krajobrazów. Można także pozwiedzać jaskinie, gdzie ci, co lubią przygody, znajdą coś dla siebie. Ja sama nie zdobyłam się na obejście całej jaskini, ponieważ wzbudził się we mnie lęk przed ciemnością. 8-O  W Ajuy znajdziemy również plażę z czarnym piaskiem, jednak należy być bardzo uważnym, jeśli mamy ochotę wykąpać się w morzu, gdyż są tam bardzo mocne prądy oraz ogromne fale. Po całej wycieczce można zjeść przepyszną rybę w tutejszej restauracji, gdzie zasmakujemy również papas arrugadas con mojo, czyli jednej z typowych potraw kanaryjskich.

179851_190294774337991_7673933_n 180193_190301667670635_5439792_n 184364_190301561003979_1246922_n

Oasis Park

Nie może także zabraknąć naszego słynnego zoo – Oasis Park. Można tutaj nie tylko pooglądać najróżniejsze zwierzęta, ale również skorzystać z takich ofert jak przejażdżka na wielbłądzie, karmienie żyraf oraz słoni, pokaz dzikich ptaków, fok lub gadów. Znajdziemy tutaj też kilka restauracji i kafeterii, a także sklep z pamiątkami. Naprawdę warto się wybrać tu na wycieczkę (ja sama byłam kilka razy) – obiecuję, że robi wrażenie! ;)

183574_190069611027174_3744076_n184723_190301201004015_7893961_n  unnamed (1) unnamed (2) unnamed

Na dziś zostawiam Was z tymi trzema propozycjami, ale już w następnej części przedstawię resztę miejsc, które koniecznie trzeba odwiedzić podczas wizyty na Fuerteventurze. ;)

#2 Życie na wyspie

Zapewne wielu z Was się zastanawia, jakie są warunki mieszkania na Kanarach. Przejdźmy więc od razu do rzeczy.

Aby w ogóle móc tutaj zacząć mieszkać, potrzebny jest każdemu numer NIE. Generalnie dają go tym, którzy przyjeżdżają, aby tu pracować, choć aktualnie jest dosyć ciężko o  pracę. O numer NIE trzeba poprosić na komisariacie policji. Ale uwaga! Zaraz na wejściu spotykamy się z napisem „NIE MÓWIMY PO ANGIELSKU”. Czyli co, mam wrócić za kilka miesięcy jak już się nauczę hiszpańskiego? A wydawałoby się, że na wyspie, która żyje z turystyki, wszyscy będą mówić chociażby po angielsku… 

Tutaj pojawia się główny kłopot dla początkujących. Hiszpanie są dość leniwi, więc mało kto mówi tutaj po innym języku, niż sam hiszpański. W moim przypadku, stanowiło to dla mnie ogromny problem, kiedy chciałam zapisać się do szkoły. Niestety, pani w sekretariacie nie mogła mnie obsłużyć, dopóki nie przyprowadziłam osoby, która zna język. W takim razie się postarałam i po kilku dniach wróciłam ze znajomym. I nagle kolejny kłopot. Nasz system edukacji najwyraźniej trochę się różni od hiszpańskiego. Otóż nikt nie miał pojęcia, do jakiej powinnam pójść klasy – do pierwszej liceum czy do czwartej gimnazjum? Wtedy zdecydowano się dać mi wolny wybór. Jako że liceum trwa tutaj dwa lata, postanowiłam ukrócić sobie mój czas spędzony w szkole i poprosiłam o przydzielenie mnie do pierwszej klasy. Był to najgorszy błąd, jaki popełniłam. Po wkuwaniu trzydziestu stron na pamięć na każdy egzamin, aby móc zdać dwa pierwsze semestry, przyszedł do mnie list. Z Polski. W lutym. Dokładnie w tym miesiącu nasze państwo uznało, że nie mogę skończyć liceum w wieku 18 lat, w związku z czym muszę zostać przeniesiona jedną klasę niżej. No i wszystko od nowa – nowi znajomi, nowi nauczyciele, nowe przedmioty… I wiecie co jest najśmieszniejsze? Że pomimo tego, iż nie potrafiłam mówić po hiszpańsku, to i tak byłam jedną z czterech lub pięciu osób w mojej klasie, którym udało się zdać wszystkie przedmioty.  Taki to wyedukowany kraj. Krótko mówiąc – wszyscy mają tu naukę po prostu gdzieś. Bo skoro jest słońce i są plaże – to po co komu szkoła?

Następnie trzeba uporać się z karaluchami. Oj tak, słodkie, małe, śliczne karaluszki. Po raz pierwszy spotkałam się z nimi w domu, gdy jadłyśmy z mamą kolację. I wtedy usłyszałam krzyk; krzyk mojej mamy. Po naszej podłodze biegał jeden obleśny karaluch, wielkości zaciśniętej pięści. Nie wiedziałyśmy co robić, więc pierwsze 20 min stanęłyśmy po prostu na kanapie, licząc na to, że to robactwo nie potrafi się wspinać. Później trzeba było działać. Po zabiciu jednego przy pomocy miotły, uznałam, że już nic mnie nie przestraszy. I wtedy odsunęłyśmy kanapę, za którą siedziało jeszcze więcej karaluchów. KOSZMAR. Ale wiecie co? Po trzech latach można się przyzwyczaić. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy zaczynają latać.

Koszty. Mieszkanie, prąd, woda, zakupy, jedzenie w restauracjach. Czy jest drogo? Na początku na pewno tak, zwłaszcza jeśli przeliczamy ze złotówek na Euro. To jest błąd. Nie wolno tego robić, bo popadniemy w depresję. Po jakimś czasie zaczyna się robić coraz lepiej, ponieważ koszty nie są wcale takie wysokie. Znajdziemy mieszkanie dla dwóch osób za 250 Euro na miesiąc, zakupy na ponad tydzień mogą nam wyjść około 40-50, a jedzenie w restauracjach – cóż, jeśli nie jadamy w strefach turystycznych, to ceny są jak najbardziej normalne.

Praca… Czy ciężko tu znaleźć pracę? Ciężko powiedzieć, niektórym się udaje, a niektórym nie. Od kilku lat mamy tutaj kryzys, choć wiele osób utrzymuje, że skończył się on w 2012. Na pewno warto tu przyjechać ze znajomością języków, jako że Wyspy Kanaryjskie utrzymują się w większości z turystyki. Od czasu do czasu znajdzie się też praca w kawiarni czy ew. w jakimś supermarkecie. Ostatecznie zostaje zawsze „el mercadillo”, gdzie za 20 Euro każdy może wyłożyć swoje przedmioty na sprzedaż, i liczyć, że jakiś turysta skusi się na kupno.

Ale wiecie co? Jak to powiedział mi jeden Hiszpan – po co zamęczać się pracą, skoro można cały dzień leżeć na plaży? :)

#1 Fuerteventura – co, gdzie i przede wszystkim: dlaczego?

Hej!

Aby wprowadzić Was w temat, spróbuję Wam krótko streścić to, co powinniście wiedzieć o Fuerteventurze. :)

Jest ona jedną z siedmiu Wysp Kanaryjskich. Jej główną cechą charakterystyczną jest to, że brak na niej zieleni – wszędzie tylko piach i kamienie. Na Fuerteventurze mieszka około 90 tys.-100 tys.ludzi, a pochodzą oni z wszystkich zakątków świata. Mimo wszystko przeważają Marokańczycy. Poza tym na wyspie znajduje się jeszcze większa ilość kóz, co bardzo rzuca się w oczy, gdy się tu wyruszy na objazdówkę. :)

Stolicą Fuerteventury jest Puerto del Rosario, gdzie akurat przyszło mi mieszkać. Nie jest ono zbyt wyjątkowe, bowiem znajdziecie tutaj to, co w każdym innym mieście – sklepy, restauracje, centrum handlowe, szkoły, itp. Mimo wszystko trzeba przyznać, że ma swój czar. :)

Zapewne wszyscy wiedzą, że jest tutaj wiecznie gorąco. Otóż nie jest to prawda, gdyż ostatnie zimy, które tutaj spędziłam, wcale nie okazały się takie ciepłe, jak sobie wyobrażałam. Potrzebne były mi nawet rękawiczki oraz szalik! Jednak wszystko jest lepsze od lodowatej Polski, gdzie nieraz pokazywało na termometrze -15 stopni. Od czasu do czasu również tutaj pada, jednak zdarza się to bardzo rzadko. I UWAGA! NA DESZCZOWĄ POGODĘ ZAMYKAJĄ SIĘ SZKOŁY!  Aż mi się śmiać zachciało, gdy pewnego dnia wybierałam się na lekcje, a tam wszystko zamknięte z powodu kilku kropli wody. Gdyby tylko w Polsce tak było… ;)

Fuerteventura… Co to znaczy? Ja słyszałam dwie wersje, ale niestety nie potrafię potwierdzić, która z nich jest prawdziwa. W pierwszej uznaje się te nazwę za połączenie słów „fuerte”, co oznacza „mocne” oraz „viento”, czyli „wiatr”. Fakt faktem, że wiatr potrafi tu od czasu do czasu wyłamać jakieś drzwi (i oczywiście także zamykają się wtedy szkoły :) ). Według drugiej wersji nazwa pochodzi z języka francuskiego: forte aventure, czyli tzw. „mocna przygoda”. Jest to nazwa nadana przez Jeana de Bethencourt, który napotkał się na Fuercie z nietypowymi „przygodami”, jednakże mając pod uwagą spokój, jaki panuje tutaj na co dzień, to nazwa wydaje się być dość śmieszna. 

No i po tym całym, nieszczególnie pozytywnym opisie, powstaje pytanie: dlaczego mieszkać akurat tutaj? Szczerze mówiąc, ciężko jest to wyjaśnić. Powinnam powiedzieć, że zakochałam się w Fuerteventurze odkąd przyleciałam tu na pierwsze wakacje, ale nie. Nie zakochałam się w niej ani po pierwszym, ani po drugim pobycie. Zajęło to chwilę, zanim razem z mamą zdecydowałyśmy się tutaj przenieść, ale cieszę się, że w końcu tu dotarłyśmy. Pomimo przeszkód związanych z językiem, nieuprzejmością Kanaryjczyków oraz problemami, by dostać się do jakiejkolwiek szkoły, to jednak Fuerteventura ma swój urok. Jednak dotarł on do mnie dopiero wtedy, gdy po roku mieszkania tutaj, wróciłam na kilka tygodni na wakacje do Polski. I wtedy zatęskniłam za słoneczkiem, za spokojem, za czystym powietrzem i plażą. :)

#0 Informacje

Witam!

Nazywam się Natalia, mam 19 lat i mieszkam na Fuerteventurze od ponad trzech lat. Ten blog powstaje z myślą, aby podzielić się z Wami wszystkimi doświadczeniami, jakich tutaj doznałam, oraz aby opisać Wam, jak się tutaj żyje; jakie są zalety i wady mieszkania z daleka od Polski. :)

Dlaczego nazwa home-everywhere? Cóż, moim zdaniem dom nie musi być tylko kojarzony jako jedno miejsce – dla mnie dom to cały świat. :) Dlatego tytułowy „home” znajduje się według mnie tam, gdzie czujemy się szczęśliwi.

Oczywiście obiecuję, że na blogu nie zabraknie zdjęć (postaram się, aby w większości były one mojego autorstwa :) ), relacji z różnych wydarzeń, ciekawostek na temat kultury, języka, edukacji, itp. Zamierzam także zamieszczać opisy z wszystkich moich wycieczek, zarówno tych po Wyspach Kanaryjskich jak i tych dalszych.

No to co? Zaczynamy! :)