#12 Dziewięć dni w raju

Stało się. Wszystko, co dobre, kiedyś dobiega końca. Po 3-letnim pobycie na Fuerteventurze nadszedł czas na zmiany, w związku z czym już za 9 dni znajdę się znów w Polsce. Ale nie, nie wyprowadzam się do Polski, jedynie wracam tam na kilka dni, żeby zobaczyć rodzinę, znajomych, itp. A następnie kieruję się do Londynu, gdziespędzę kilka kolejnych lat (miejmy nadzieję).  Dlatego dziewięć dni w raju to ostatnie już moje chwile na Wyspach Kanaryjskich, i z każdą chwilą zdaję sobie sprawę, jak bardzo będzie mi ich brakować.

Za czym będę najbardziej tęsknić?

Na pewno za takimi dniami, kiedy mogłam przesiedzieć na plaży 10 godzin i niczym się nie przejmować. Po prostu leżeć na piasku, kąpać się w oceanie i dobrze spędzać czas. Za plażą i słońcem przez 365 dni w roku. Oj tak, w Anglii na pewno będzie mi tego brakować.

Będę tęsknić za jazdą samochodem po pustych drogach i podziwianiem pięknych krajobrazów gdziekolwiek bym się znalazła. W sumie jest to trochę głupie, ale naprawdę będzie mi brakowało prowadzenia auta, jako że w Anglii raczej się nie odważę nigdzie pojechać.

Imprez, muzyki, której nawet nie lubię, noszenia krótkich spodenek nawet w zimie, spędzania całych dni na słońcu, chodzenia po plaży, pracy w mercadillo, widoku z okna na ocean. Tego będzie mi brakować. Tych wszystkich małych, głupawych rzeczy, które sprawiły, że właśnie to miejsce jest dla mnie rajem.

No i co najważniejsze, będę tęsknić za wszystkimi moimi wspaniałymi znajomymi, jakich poznałam tutaj przez te kilka lat. Nawet za tymi, z którymi zdążyłam już stracić kontakt. Nawet za ludźmi, którzy przypadkowo rzucili do mnie „hola” na ulicy. Za wszystkimi przyjaciółmi, dzięki którym zyskałam tyle wspaniałych wspomnień. :)

Ale tak czy siak, znając siebie, i tak pewnie wrócę tutaj na wakacje, karnawał, czy w jakiejkolwiek wolnej chwili. 

Na koniec wpisu wrzucam wam jeszcze filmik, który nagrał i zmontował mój kolega podczas Fiestas del Carmen w Corralejo. 



Jeśli chcecie więcej zdjęć czy filmów z Fuerteventury, eventów, imprez, itp. to zapraszam na jego stronę TUTAJ.

#10 Fuerteventura en Música 2015

Początek lipca (w tym roku 3.07 – 4.07) oznacza tutaj festiwal Fuerteventura en Música. Jest on organizowany już od 12-tu lat  i znajduje się w Cotillo. Ludzie zazwyczaj rozbijają namioty na plaży i w pobliżu, no i zaczyna się czterdzieści osiem godzin zabawy. Festiwal wprawdzie trwa dwa dni, ale wiele osób przyjeżdża dużo wcześniej albo decyduje się zostać kilka dni dłużej, aby skorzystać z wspaniałych plaż, jakie oferuje nam Cotillo.

Ja, wraz z innymi znajomymi, bawiłam się tam od piątku do niedzieli. Jest to mój trzeci raz na tym festiwalu i, mam nadzieję, nie ostatni. ;) Pierwszego dnia dojechaliśmy na miejsce dosyć późno, jako że bezpośrednia droga do kempingu jest zamknięta, w związku z czym musieliśmy wybrać zdecydowanie dłuuuższą drogę naokoło. Rozbiliśmy namiot, przyszykowaliśmy coś do jedzenia i ruszyliśmy na koncerty, które zaczynały się o godzinie 20.00.

Następnego dnia w pobliskim „pueblo” odbyły się inne koncerty już od godziny 14.00. Znajdowało się tam również kilka barów oraz, co najważniejsze, morze. Także ogółem wszyscy ludzie albo tańczyli, albo pluskali się w wodzie przy dobrej muzyce (ja wybrałam drugą opcję, jako że woda była wspaniała, a słońce grzało naprawdę mocno). Wieczorem wybraliśmy się pod scenę główną, gdzie ja niestety nie wytrzymałam zbyt długo (bo lubię sobie pospać :) ), ale większość moich znajomych wróciła do namiotów dopiero rano ok. godziny 8.

11050670_1449818035322568_2149363694155370540_n

W tym oto miejscu odbywał się popołudniowy koncert. Po lewej stronie na brzegu znajdowała się scena. :)

Niestety nie udało mi się zrobić zdjęć, gdyż zawsze boję się zabierać aparat w miejsca, gdzie nie jestem pewna co się z nim stanie (a niestety namioty nie mają najlepszego zabezpieczenia). W każdym razie, postanowiłam poprosić kolegę (Jo Hammer na FB) o kilka zdjęć, które udało mu się pstryknąć, abyście mniej więcej widzieli, jak to wyglądało.

10253858_962899127094137_9209031160318692007_n 11695981_962264183824298_368609849611840539_n 11703058_962899147094135_3351249971860428163_n

Na koniec wrzucam Wam jeszcze piosenkę zespołu, który najbardziej przypadł mi do gustu.



Jakby chciał ktoś przejrzeć line-up, to tutaj zostawiam również fotkę. ;)

fuerteventura-en-musica-2015

Także jeśli planujecie wybrać się kiedyś na Fuerteventurę, zapraszam wpaść na początku lipca i doświadczyć tutaj niezapomnianych wrażeń! ;)

 

#9 Mercadillo, czyli stragany, stragany, i jeszcze raz stragany

Jak już wcześniej gdzieś tam wspomniałam, codziennie odbywają się tutaj tzw. mercadillo w różnych miejscach wyspy, gdzie każdy może sprzedawać swoje rzeczy. No więc dzisiaj postanowiłam się tam wybrać, aby zobaczyć jak pójdzie sprzedawanie w okresie wakacji (w lutym nie wyszło, poza sezonem nie warto tam stać).

Na rynek trzeba było jechać wcześnie, gdyż miejsca są zajmowane dość szybko, i jeśli się spóźnimy, może już dla nas nie starczyć lub ewentualnie dostaniemy jakieś miejsce na końcu w narożniku, gdzie nikt nigdy nie dociera. Dlatego też przed siódmą byłam już w Castillo i ze spokojem udało mi się dostać tam dobre miejsce. Problem w tym, że nie posiadam całego sprzętu do wystawienia stolika, jako że potrzeba kilka ram, na które potem kładzie się blat. No więc postanowiłam skierować się do miłych ludzi pracujących obok mnie, ale niestety wszyscy powiedzieli, że nie mają dodatkowego szkieletu (nieprawda, prawie wszyscy mają!). Potem okazało się, że jednak mają, ale nie chcą pożyczyć. W końcu po dłuższym czasie udało mi się znaleźć i złożyć stolik, po czym na górze wywiesiłam razem z mamą zielony materiał, który okazało się, że nie może być zielony, więc nie mogę go użyć. Musi być brązowy. Ta. No więc nagle zaczęło się zbiegać pełno ludzi, którzy usiłowali sprzedać mi trzy metry brązowego materiału w „rozsądnej cenie”. Tak czy siak, wszystko jakoś się ułożyło, i tym sposobem spędziłam około 6 godzin na słońcu, czekając aż ktoś coś ode mnie kupi. Wierzcie mi, sama bym nie pomyślała, że stanie może być tak męczące.

Minusem mercadillo jest to, że należy zapłacić za miejsce 20 Euro, czyli jeśli nic nie sprzedamy to wychodzimy na minus, a z tego co dziś widziałam, to mało komu udaje się coś sprzedać, w związku z czym lepiej przyjść z czymś oryginalnym. Zresztą jak się pewnie domyślacie, wszystkie rzeczy są takie same – paski, zegarki, bransoletki, koszulki okulary przeciwsłoneczne, no i oczywiście torebki. Ceny z góry zazwyczaj są zawyżone, więc jak ktoś potrafi się targować, to i się dobrą rzecz za dobrą cenę dostanie. ;)

Moim zdaniem warto się wybrać na taki rynek, bo na pewno się znajdzie coś dla każdego, a pamiątka z wakacji zawsze jest czymś przyjemnym. :)

Jeszcze wstawię Wam jedyne zdjęcie, jakie mam z dzisiejszego dnia, abyście mniej więcej widzieli jak to wygląda. ;)

Bez tytułu

No i oczywiście państwo obok mają zielony materiał i nikt im nie zabrania go wywieszać!;) Ciężko być tu nowym, no i ciężko wytrzymać tyle godzin na słońcu! Ale wyznam Wam, ze dziś opłacił się mój wysiłek. :)

Pozdrawiam!

 

#6 Wycieczka na Gran Canarię cz. 2

Ostatnie dwa dni pobytu na Gran Canarii zdecydowałam się rzucić naukę na bok i poznać trochę więcej wyspy. 

Na początku wybrałyśmy się w góry – konkretniej Roque Nublo oraz Roque Bentayga. Podróż minęła dość ciężko ze względu na chorobę lokomocyjną oraz tysiące zakrętów, jako że trasa ciągnęła się po górach. Mimo to, widoki były niezapomniane. Zresztą sami się przekonajcie! ;)

1 10 14

Przejechałyśmy więc przez miasto w chmurach, gdzie zrobiło się naprawdę zimno oraz wilgotno (trochę nieciekawie musi być mieszkać na Wyspach Kanaryjskich akurat w miejscu, gdzie nigdy nie ma słońca), a następnie dotarłyśmy do Roque Bentayga. Jest to formacja sporządzona ze skał, która sięga na 1.404 m.n.p.m. Zatrzymałyśmy się tam tylko na chwilę, wstąpiłyśmy do muzeum, kilka fotek tu i tam, i ruszyłyśmy dalej w drogę do Roque Nublo.

Aby wspiąć się na Roque Nublo, musiałyśmy się wysilić trochę więcej. Teoretycznie można się tam dostać w 30-40 minut, jednak na samym początku wyprawy (nie wiedząc dokąd się dokładnie kierujemy), wybrałyśmy drogę naokoło, która zajęła nam około dwóch godzin. Nie wiedziałyśmy na co się piszemy, więc nie zabrałyśmy ze sobą ani wody, ani jedzenia. Na szczyt dotarłyśmy naprawdę zmęczone! Ale co jak co, widoki i krajobrazy zrekompensowały nasz wysiłek. ;)

3 16 415 

Dodam jeszcze, że Roque Nublo to drugi pod wzgledem wysokości szczyt Gran Canarii, który liczy 1813 m.n.p.m. Zalicza się on do pomników przyrody, który, wraz z Roque Bentayga, znajduje się w Parque Rural del Nublo. Powierzchnia, jaką zajmuje, to 451,8 hektarów.

Następnego dnia wybrałyśmy się do ogrodu botanicznego. Czegoś takiego na pewno nie znajdzie się na Fuerteventurze, dlatego warto odwiedzić również Gran Canarię dla takich widoków:

9  7 12 8  11  

No i na tym skończyła się moja wycieczka na Gran Canarię, dlatego też następnie skoncentruję się bardziej na temacie Fuerteventury. :)

#5 Wycieczka na Gran Canarię

Na Gran Canarię przyleciałam wczoraj. Jest to moja trzecia wizyta tutaj i, jak dotychczas, najbardziej udana. ;)

Razem z mamą i jej koleżanką zabrałyśmy się małym samolotem do Las Palmas. Lot trwał około 30 minut, czyli praktycznie zaraz po wzbiciu się w górę, zaczęło się lądowanie. Wypożyczenie samochodu zajęło nam kilka minut, i już chwilę później byłyśmy w drodze. Muszę stwierdzić, że ruch drogowy na Gran Canarii to zupełnie inna bajka niż to, co mamy na Fuercie. U nas jest spokojnie, na drogach raczej pusto, no i rzadko się zdarza, żeby zabrakło miejsc do parkowania. Ale tutaj?! Każdy się wpycha, trąbi, zatrzymuje na środku ulicy. A parkowanie? Niemożliwe. Na szczęście to nie mi przyszło prowadzić, więc nie mam się czym przejmować. ;)

Po przylocie mieliśmy jeszcze kilka godzin do zabicia, jako że pokój hotelowy był gotowy od godziny 13. Tak więc wybrałyśmy się na spacer w okolice Veguety, gdzie zwiedzłyśmy Catedral Basílica de Santa Ana, czyli katedrę wybudowaną w XVI wieku w stylu klasycyzmu oraz gotyku. Jest ona uważana za jeden z najważniejszych zabytków architektury kanaryjskiej.

DSC_0056   DSC_0049

Później zahaczyłyśmy o mały sklep, z ręcznymi robótkami kanaryjskimi, który przykuł moją uwagę przez swój wystrój zewnętrzny. ;) Zachęca, prawda?

DSC_0061

Ostatnim miejscem, które odwiedziłyśmy był dom Krzysztofa Kolumba, czyli zabytek kulturalny, gdzie można było się zapoznać ze wszystkimi podróżami oraz odkryciami Kolumba. Oczywiście największą atrakcją były papugi, które sobie przesiadywały w patio. :)

DSC_0082  Bez tytułuDSC_0099

Następnie skierowałyśmy się do hotelu Reina Isabel, gdzie zaoferowano nam darmowe SPA na cały pobyt. Czyż nie jest tu jak w raju? ;)

Wieczorem wybrałyśmy się na mały spacer przy Playa de las Canteras.

DSC_0133 DSC_0137

A dzień dzisiejszy musiałam niestety spędzić samotnie w hotelu, jako że mam dużo nauki do matury (tutaj maturę piszemy w czerwcu lub lipcu). Ale jutro na szczęście są moje urodziny, więc zrobię sobie dzień wolny i znów wybiorę się na wycieczkę, więc wkrótce możecie się spodziewać kolejnej relacji ze zwiedzania. ;)