#12 Dziewięć dni w raju

Stało się. Wszystko, co dobre, kiedyś dobiega końca. Po 3-letnim pobycie na Fuerteventurze nadszedł czas na zmiany, w związku z czym już za 9 dni znajdę się znów w Polsce. Ale nie, nie wyprowadzam się do Polski, jedynie wracam tam na kilka dni, żeby zobaczyć rodzinę, znajomych, itp. A następnie kieruję się do Londynu, gdziespędzę kilka kolejnych lat (miejmy nadzieję).  Dlatego dziewięć dni w raju to ostatnie już moje chwile na Wyspach Kanaryjskich, i z każdą chwilą zdaję sobie sprawę, jak bardzo będzie mi ich brakować.

Za czym będę najbardziej tęsknić?

Na pewno za takimi dniami, kiedy mogłam przesiedzieć na plaży 10 godzin i niczym się nie przejmować. Po prostu leżeć na piasku, kąpać się w oceanie i dobrze spędzać czas. Za plażą i słońcem przez 365 dni w roku. Oj tak, w Anglii na pewno będzie mi tego brakować.

Będę tęsknić za jazdą samochodem po pustych drogach i podziwianiem pięknych krajobrazów gdziekolwiek bym się znalazła. W sumie jest to trochę głupie, ale naprawdę będzie mi brakowało prowadzenia auta, jako że w Anglii raczej się nie odważę nigdzie pojechać.

Imprez, muzyki, której nawet nie lubię, noszenia krótkich spodenek nawet w zimie, spędzania całych dni na słońcu, chodzenia po plaży, pracy w mercadillo, widoku z okna na ocean. Tego będzie mi brakować. Tych wszystkich małych, głupawych rzeczy, które sprawiły, że właśnie to miejsce jest dla mnie rajem.

No i co najważniejsze, będę tęsknić za wszystkimi moimi wspaniałymi znajomymi, jakich poznałam tutaj przez te kilka lat. Nawet za tymi, z którymi zdążyłam już stracić kontakt. Nawet za ludźmi, którzy przypadkowo rzucili do mnie „hola” na ulicy. Za wszystkimi przyjaciółmi, dzięki którym zyskałam tyle wspaniałych wspomnień. :)

Ale tak czy siak, znając siebie, i tak pewnie wrócę tutaj na wakacje, karnawał, czy w jakiejkolwiek wolnej chwili. 

Na koniec wpisu wrzucam wam jeszcze filmik, który nagrał i zmontował mój kolega podczas Fiestas del Carmen w Corralejo. 



Jeśli chcecie więcej zdjęć czy filmów z Fuerteventury, eventów, imprez, itp. to zapraszam na jego stronę TUTAJ.

#11 Odrobina muzyki…

Najbardziej popularny typ muzyki tutaj to zdecydowanie reaggeton. Ja z początku myślałam, że jest to jakaś odmiana reagge lub coś w tym stylu. Według wikipedii jest to połączenie reagge z muzyką hip hop i rap, ale jakoś ciężko mi to potwierdzić. Sama nie przepadam za tym stylem, zwłaszcza że w większości kawałków nie pojawia się ani reagge, ani hip hop; mnie osobiście bardziej przypomina to taki hiszpański pop, gdzie oczywiście głównym tematem piosenek jest miłość, rozstanie, itp… Nie jestem fanką, ale postanowiłam wkleić Wam dzisiaj kilka kawałków, żebyście sami mogli zdecydować, czy się podoba czy nie. ;)

Oczywiście jednym z przedstawicieli muzyki reaggeton jest Daddy Yankee, który na pewno jest znany nie tylko Hiszpanom, ale i również Polakom. :) Ja znałam go przede wszystkim z hitu „Gasolina”, który w Polsce odniósł całkiem duży sukces. A tutaj zamieszczam Wam piosenkę „Limbo”.



Mamy również Don Omar, którego również powinniście kojarzyć z kilku hitów. Tutaj jeden z jego starszych „Dale Don Dale”.



No i oczywiście wstawiam kilka piosenek, które cieszą się sławą na wyspie już przez dłuuższy czas. :) Między innymi mamy Nicky Jam, słynny Enrique Iglesias i Romeo Santos.







I na koniec daję Wam piosenkę Dasoul „El no te da”, która jest jedyną, jaka tak naprawdę mi się podoba. Ja sama ogólnie mówiąc interesuję się bardziej muzyką electro, house, dubstep, itp., dlatego też nieszczególnie przypadł mi do gustu reaggeton. Ale kto wie, może komuś z Wam się spodoba! ;)



#10 Fuerteventura en Música 2015

Początek lipca (w tym roku 3.07 – 4.07) oznacza tutaj festiwal Fuerteventura en Música. Jest on organizowany już od 12-tu lat  i znajduje się w Cotillo. Ludzie zazwyczaj rozbijają namioty na plaży i w pobliżu, no i zaczyna się czterdzieści osiem godzin zabawy. Festiwal wprawdzie trwa dwa dni, ale wiele osób przyjeżdża dużo wcześniej albo decyduje się zostać kilka dni dłużej, aby skorzystać z wspaniałych plaż, jakie oferuje nam Cotillo.

Ja, wraz z innymi znajomymi, bawiłam się tam od piątku do niedzieli. Jest to mój trzeci raz na tym festiwalu i, mam nadzieję, nie ostatni. ;) Pierwszego dnia dojechaliśmy na miejsce dosyć późno, jako że bezpośrednia droga do kempingu jest zamknięta, w związku z czym musieliśmy wybrać zdecydowanie dłuuuższą drogę naokoło. Rozbiliśmy namiot, przyszykowaliśmy coś do jedzenia i ruszyliśmy na koncerty, które zaczynały się o godzinie 20.00.

Następnego dnia w pobliskim „pueblo” odbyły się inne koncerty już od godziny 14.00. Znajdowało się tam również kilka barów oraz, co najważniejsze, morze. Także ogółem wszyscy ludzie albo tańczyli, albo pluskali się w wodzie przy dobrej muzyce (ja wybrałam drugą opcję, jako że woda była wspaniała, a słońce grzało naprawdę mocno). Wieczorem wybraliśmy się pod scenę główną, gdzie ja niestety nie wytrzymałam zbyt długo (bo lubię sobie pospać :) ), ale większość moich znajomych wróciła do namiotów dopiero rano ok. godziny 8.

11050670_1449818035322568_2149363694155370540_n

W tym oto miejscu odbywał się popołudniowy koncert. Po lewej stronie na brzegu znajdowała się scena. :)

Niestety nie udało mi się zrobić zdjęć, gdyż zawsze boję się zabierać aparat w miejsca, gdzie nie jestem pewna co się z nim stanie (a niestety namioty nie mają najlepszego zabezpieczenia). W każdym razie, postanowiłam poprosić kolegę (Jo Hammer na FB) o kilka zdjęć, które udało mu się pstryknąć, abyście mniej więcej widzieli, jak to wyglądało.

10253858_962899127094137_9209031160318692007_n 11695981_962264183824298_368609849611840539_n 11703058_962899147094135_3351249971860428163_n

Na koniec wrzucam Wam jeszcze piosenkę zespołu, który najbardziej przypadł mi do gustu.



Jakby chciał ktoś przejrzeć line-up, to tutaj zostawiam również fotkę. ;)

fuerteventura-en-musica-2015

Także jeśli planujecie wybrać się kiedyś na Fuerteventurę, zapraszam wpaść na początku lipca i doświadczyć tutaj niezapomnianych wrażeń! ;)

 

#9 Mercadillo, czyli stragany, stragany, i jeszcze raz stragany

Jak już wcześniej gdzieś tam wspomniałam, codziennie odbywają się tutaj tzw. mercadillo w różnych miejscach wyspy, gdzie każdy może sprzedawać swoje rzeczy. No więc dzisiaj postanowiłam się tam wybrać, aby zobaczyć jak pójdzie sprzedawanie w okresie wakacji (w lutym nie wyszło, poza sezonem nie warto tam stać).

Na rynek trzeba było jechać wcześnie, gdyż miejsca są zajmowane dość szybko, i jeśli się spóźnimy, może już dla nas nie starczyć lub ewentualnie dostaniemy jakieś miejsce na końcu w narożniku, gdzie nikt nigdy nie dociera. Dlatego też przed siódmą byłam już w Castillo i ze spokojem udało mi się dostać tam dobre miejsce. Problem w tym, że nie posiadam całego sprzętu do wystawienia stolika, jako że potrzeba kilka ram, na które potem kładzie się blat. No więc postanowiłam skierować się do miłych ludzi pracujących obok mnie, ale niestety wszyscy powiedzieli, że nie mają dodatkowego szkieletu (nieprawda, prawie wszyscy mają!). Potem okazało się, że jednak mają, ale nie chcą pożyczyć. W końcu po dłuższym czasie udało mi się znaleźć i złożyć stolik, po czym na górze wywiesiłam razem z mamą zielony materiał, który okazało się, że nie może być zielony, więc nie mogę go użyć. Musi być brązowy. Ta. No więc nagle zaczęło się zbiegać pełno ludzi, którzy usiłowali sprzedać mi trzy metry brązowego materiału w „rozsądnej cenie”. Tak czy siak, wszystko jakoś się ułożyło, i tym sposobem spędziłam około 6 godzin na słońcu, czekając aż ktoś coś ode mnie kupi. Wierzcie mi, sama bym nie pomyślała, że stanie może być tak męczące.

Minusem mercadillo jest to, że należy zapłacić za miejsce 20 Euro, czyli jeśli nic nie sprzedamy to wychodzimy na minus, a z tego co dziś widziałam, to mało komu udaje się coś sprzedać, w związku z czym lepiej przyjść z czymś oryginalnym. Zresztą jak się pewnie domyślacie, wszystkie rzeczy są takie same – paski, zegarki, bransoletki, koszulki okulary przeciwsłoneczne, no i oczywiście torebki. Ceny z góry zazwyczaj są zawyżone, więc jak ktoś potrafi się targować, to i się dobrą rzecz za dobrą cenę dostanie. ;)

Moim zdaniem warto się wybrać na taki rynek, bo na pewno się znajdzie coś dla każdego, a pamiątka z wakacji zawsze jest czymś przyjemnym. :)

Jeszcze wstawię Wam jedyne zdjęcie, jakie mam z dzisiejszego dnia, abyście mniej więcej widzieli jak to wygląda. ;)

Bez tytułu

No i oczywiście państwo obok mają zielony materiał i nikt im nie zabrania go wywieszać!;) Ciężko być tu nowym, no i ciężko wytrzymać tyle godzin na słońcu! Ale wyznam Wam, ze dziś opłacił się mój wysiłek. :)

Pozdrawiam!

 

#8 Polska vs España

Polska i Hiszpania to dwa różne światy, nie mówiąc już o Wyspach Kanaryjskich. Życie tutaj, to zupełnie inna bajka niż to, co mamy w Polsce. Czy jest tu lepiej? To już zależy, kto co woli. ;)

Przede wszystkim – klimat. W Polsce to wiadomo: zimą straszne mrozy, a lato trwa góra dwa upalne miesiące. Poza tym często pada, a temperatury są znacznie niższe niż byśmy chcieli. Na Fuerteventurze przez cały rok mamy średnio 20-21 stopni, a poza tym lato robi się naprawdę gorące. Zimą od czasu do czasu trzeba włożyć kurtkę, ale na pewno nie są to trzy warstwy kożuchów jak to bywa nieraz w Polsce. ;) Jeśli chodzi o deszcz, to jest to raczej mało widywane zjawisko, w związku z czym pora deszczowa, to pora na pstrykanie zdjęć kropelkom wody i narzekanie na brak możliwości wyjścia z domu. Najgorszym problemem jest jednak wiatr, który nie ustaje praktycznie nigdy.

Ludzie. Ciężko powiedzieć mi coś złego o Polakach, ponieważ znalazłam tam tak wielu przyjaciół, że nie potrafiłabym ich urazić. Oczywiście, Polacy z reguły są z pewnością bardziej chłodni i bardziej przygnębieni niż Hiszpanie, no ale z taką pogodą nie powinno nas to dziwić. ;) Hiszpanie to zdecydowanie osoby bardziej otwarte i wesołe. Muszę jednak przyznać, że jest wielka różnica pomiędzy Hiszpanami a Kanaryjczykami, gdyż na samym początku mieszkania na Wyspach, miałam dość duże problemy, aby znaleźć tutaj znajomych; głownie dlatego, że mało kto znał angielski, a nikt nie miał cierpliwości do dziewczyny z łamanym hiszpańskim. Było ciężko i jakoś przez to przebrnęłam; no i na szczęście teraz jak wejdę do sklepu czy restauracji i mówię, że jestem Polką która umie hiszpański, to od razu wszyscy się uśmiechają i dorzucają jakieś zniżki. Ogólnie mili ludzie, ale za bardzo sobie cenią znajomość języka. A w Polsce jak widzisz obcokrajowca, to od razu każdy próbuje nawiązać rozmowę.

Język hiszpański dla nas Polaków to łatwizna, mówię Wam. Nie trzeba się męczyć z żadną ortografią, deklinacją, ani żadnymi takimi. Mieszkając tutaj nauka języka zajęła mi około trzech miesięcy, a wiadomo że hiszpański jest językiem, który brzmi naprawdę pięknie, więc zachęcam wszystkich do nauki! ;)

Najbardziej jednak brakuje mi jedzenia. Ponieważ Fuerteventura jest wyspą, która nie liczy zbyt wielu mieszkańców, to nie można się przejść do KFC,Sphinxa czy Subway’a, bo takie restauracje po prostu nie istnieją. Tutaj głównie restauracje serwują kanapki, dania obiadowe lub typowe jedzenie, jak np. Paella. Znajdzie się też kilka pizzerii, McDonald i Burger King, ale to dla mnie już nie to samo. :(

Co do sklepów, Fuerteventura nie sięga do pięt Polsce, ale bądźmy szczerzy – u nas w Polsce jest zdecydowanie zbyt wiele centrów handlowych. Tutaj mamy ich niewiele, w Puerto del Rosario (stolica) znajduje się tylko jedno, więc nigdy nie muszę się zastanawiać dokąd się wybrać na zakupy. Zresztą po co chodzić po centrach handlowych, skoro mamy tu tyle wspaniałych plaży? ;)

Mamy już wakacje, ale wtrącę jeszcze kilka słów o szkole. Na pewno jest to co innego, jako że mamy tutaj 4 klasy gimnazjum i 2 liceum, z czego po skończeniu gimnazjum wcale nie jest obowiązkowy powrót do szkoły. Nie ma tu tylu przedmiotów co w Polsce, wystarczy wybrać jeden z profili i mamy 8 zajęć, z czego jedne z nich to godzina wychowawcza. W moim przypadku mój plan składał się z ekonomii, geografii Hiszpanii, matematyki, hiszpańskiego, filozofii, historii Hiszpanii oraz języka niemieckiego (można wybrać tylko jeden język obcy). Poza tym uczą tu też fizyki, chemii, łaciny, greki, literatury, informatyki, itp., ale wierzcie mi – program nie jest zbyt zaawansowany. Oceny dostajemy od 0 do 10, z czego należy mieć 50%, żeby zdać. Nie ma żadnych kartkówek, pytania ani niezapowiedzianych testów żadnego typu. Rok szkolny się dzieli na trzy semestry i w każdym z nich piszemy ok 2-3 egzaminy z każdego przedmiotu. Jest łatwo, muszę przyznać, ale tak czy siak co roku powtarzają klasę ok. 3 osoby z każdej klasy. Nauczyciele są jak najbardziej w porządku, starają się pomóc ile mogą, a ponieważ w szkole jest wiele osób spoza Hiszpanii, to są również darmowe lekcje języka.

To jak myślicie? Co lepsze – Wyspy czy Polska? ;)

#7 PAU, czyli matura w Hiszpanii

Od 10-ego do 12-ego czerwca odbyły się na Wyspach egzaminy maturalne PAU (Prueba de Acceso a la Universidad). Wprawdzie przeniosłam się już na tryb wakacyjny, ale ten post poświęcę właśnie tematowi matury w Hiszpanii.

Jakie są koszty, aby podejść matury?

Pierwsze, co musicie wiedzieć, to że matura jest tutaj płatna. Aby ją napisać, należy zapłacić 70 Euro, a do tego dochodzą jeszcze dodatkowe koszty o wysokości 53 Euro, aby otrzymać dyplom ukończenia liceum. Ze względu na to dużo osób wstrzymuje się przed podejściem do egzaminu.

Jak się ocenia egzaminy?

Łącznie można podejść do sześciu egzaminów, z czego każdy z nich jest pisemny (uff ;) ). Cztery z nich muszą zaliczać się do części generalnej, a pozostałe dwa służą nam po to, aby podwyższyć sobie średnią. Najwyższa ocena, jaką można dostać to 10, ale następnie dochodzi nam kolejna zasada: za każdy egzamin generalny można otrzymać od 0 do 2.5 pkt, a za resztę od 0 do 2 pkt, czyli maksymalnie możemy dość aż do średniej 14. Inaczej mówiąc, jeśli zaliczymy egzamin na ocenę 10, możemy sobie doliczyć 2.5 pkt do naszej średniej.

Jakie przedmioty możemy wybrać?

Jest tylko jeden egzamin, który jest tak na prawdę obowiązkowy – język hiszpański. Polega on na skomentowaniu wiersza lub fragmentu książki, wybierając spośród 8 autorów (opcja A); lub jakiegoś artykułu z gazety, gdzie autor pozostaje nam nieznany, i w związku z czym możemy sobie odpuścić wkuwanie na pamięć czyjejś biografii (opcja B).

Następnie możemy wybrać sobie język – angielski, niemiecki, włoski lub francuski. Egzamin polega jedynie na pracy z tekstem, części ze słownictwem oraz na koniec dochodzi nam wypracowanie na jeden z kilku podanych tematów.

Przy kolejnym egzaminie należy wybrać między historią Hiszpanii a historią filozofii. Osobiście wybrałam  drugą opcję, filozofię, gdzie trzeba napisać wypracowanie na temat wybranego filozofa (w tym roku byli to Kant lub Platon).

Pozostałe trzy egzaminy zależą od kierunku, jaki się wybrało w liceum (przedmioty ścisłe, sztuka, itp.). Ja miałam do wyboru ekonomię, geografię lub matmę, z czego podeszłam do wszystkich trzech z nich. Na ekonomii czekają nas głównie obliczenia oraz trochę teorii. Geografia – komentarz mapy lub wykresu, wieeele definicji oraz dwa pytania na temat geografii Hiszpanii, z naciskiem na Wyspy Kanaryjskie. A matma, to matma, czyli kilka naprawdę trudnych oraz dołujących zadań. :(

Ile trwają egzaminy?

Każdy egzamin trwa półtorej godziny – naprawdę bardzo krótko, więc najlepiej umieć po trochu wszystkiego. ;)

Ogólnie nie jest źle, ponieważ materiał nie obejmuje zbyt wiele – jedynie ostatni rok liceum. Do tego dostajemy listę możliwych tematów, w związku z czym bardzo łatwo starać się o najwyższą ocenę. Tak czy siak, edukacja tutaj nie sięga zbyt wysokiego poziomu, więc nie musimy się spodziewać niczego trudnego. Wyniki egzaminów dostajemy już około tydzień później, a w wypadku oblania zawsze można iść na poprawkę w lipcu; ale wierzcie mi – naprawdę nie jest ciężko. ;)

Mimo to, aby dostać się na studia liczy się tylko 40% średniej z matury, a reszta należy już do średniej naszych ocen z pierwszej i drugiej klasy liceum.

Ja sama się cieszę, że mogłam zdać maturę tutaj, jako że w Polsce stawiają nam poprzeczkę zdecydowanie wyżej. Ale to się jeszcze okaże do środy, kiedy dostanę już moje wyniki, i kto wie – może wcale nie było tak łatwo, jak mi się wydawało. ;)

#6 Wycieczka na Gran Canarię cz. 2

Ostatnie dwa dni pobytu na Gran Canarii zdecydowałam się rzucić naukę na bok i poznać trochę więcej wyspy. 

Na początku wybrałyśmy się w góry – konkretniej Roque Nublo oraz Roque Bentayga. Podróż minęła dość ciężko ze względu na chorobę lokomocyjną oraz tysiące zakrętów, jako że trasa ciągnęła się po górach. Mimo to, widoki były niezapomniane. Zresztą sami się przekonajcie! ;)

1 10 14

Przejechałyśmy więc przez miasto w chmurach, gdzie zrobiło się naprawdę zimno oraz wilgotno (trochę nieciekawie musi być mieszkać na Wyspach Kanaryjskich akurat w miejscu, gdzie nigdy nie ma słońca), a następnie dotarłyśmy do Roque Bentayga. Jest to formacja sporządzona ze skał, która sięga na 1.404 m.n.p.m. Zatrzymałyśmy się tam tylko na chwilę, wstąpiłyśmy do muzeum, kilka fotek tu i tam, i ruszyłyśmy dalej w drogę do Roque Nublo.

Aby wspiąć się na Roque Nublo, musiałyśmy się wysilić trochę więcej. Teoretycznie można się tam dostać w 30-40 minut, jednak na samym początku wyprawy (nie wiedząc dokąd się dokładnie kierujemy), wybrałyśmy drogę naokoło, która zajęła nam około dwóch godzin. Nie wiedziałyśmy na co się piszemy, więc nie zabrałyśmy ze sobą ani wody, ani jedzenia. Na szczyt dotarłyśmy naprawdę zmęczone! Ale co jak co, widoki i krajobrazy zrekompensowały nasz wysiłek. ;)

3 16 415 

Dodam jeszcze, że Roque Nublo to drugi pod wzgledem wysokości szczyt Gran Canarii, który liczy 1813 m.n.p.m. Zalicza się on do pomników przyrody, który, wraz z Roque Bentayga, znajduje się w Parque Rural del Nublo. Powierzchnia, jaką zajmuje, to 451,8 hektarów.

Następnego dnia wybrałyśmy się do ogrodu botanicznego. Czegoś takiego na pewno nie znajdzie się na Fuerteventurze, dlatego warto odwiedzić również Gran Canarię dla takich widoków:

9  7 12 8  11  

No i na tym skończyła się moja wycieczka na Gran Canarię, dlatego też następnie skoncentruję się bardziej na temacie Fuerteventury. :)

#5 Wycieczka na Gran Canarię

Na Gran Canarię przyleciałam wczoraj. Jest to moja trzecia wizyta tutaj i, jak dotychczas, najbardziej udana. ;)

Razem z mamą i jej koleżanką zabrałyśmy się małym samolotem do Las Palmas. Lot trwał około 30 minut, czyli praktycznie zaraz po wzbiciu się w górę, zaczęło się lądowanie. Wypożyczenie samochodu zajęło nam kilka minut, i już chwilę później byłyśmy w drodze. Muszę stwierdzić, że ruch drogowy na Gran Canarii to zupełnie inna bajka niż to, co mamy na Fuercie. U nas jest spokojnie, na drogach raczej pusto, no i rzadko się zdarza, żeby zabrakło miejsc do parkowania. Ale tutaj?! Każdy się wpycha, trąbi, zatrzymuje na środku ulicy. A parkowanie? Niemożliwe. Na szczęście to nie mi przyszło prowadzić, więc nie mam się czym przejmować. ;)

Po przylocie mieliśmy jeszcze kilka godzin do zabicia, jako że pokój hotelowy był gotowy od godziny 13. Tak więc wybrałyśmy się na spacer w okolice Veguety, gdzie zwiedzłyśmy Catedral Basílica de Santa Ana, czyli katedrę wybudowaną w XVI wieku w stylu klasycyzmu oraz gotyku. Jest ona uważana za jeden z najważniejszych zabytków architektury kanaryjskiej.

DSC_0056   DSC_0049

Później zahaczyłyśmy o mały sklep, z ręcznymi robótkami kanaryjskimi, który przykuł moją uwagę przez swój wystrój zewnętrzny. ;) Zachęca, prawda?

DSC_0061

Ostatnim miejscem, które odwiedziłyśmy był dom Krzysztofa Kolumba, czyli zabytek kulturalny, gdzie można było się zapoznać ze wszystkimi podróżami oraz odkryciami Kolumba. Oczywiście największą atrakcją były papugi, które sobie przesiadywały w patio. :)

DSC_0082  Bez tytułuDSC_0099

Następnie skierowałyśmy się do hotelu Reina Isabel, gdzie zaoferowano nam darmowe SPA na cały pobyt. Czyż nie jest tu jak w raju? ;)

Wieczorem wybrałyśmy się na mały spacer przy Playa de las Canteras.

DSC_0133 DSC_0137

A dzień dzisiejszy musiałam niestety spędzić samotnie w hotelu, jako że mam dużo nauki do matury (tutaj maturę piszemy w czerwcu lub lipcu). Ale jutro na szczęście są moje urodziny, więc zrobię sobie dzień wolny i znów wybiorę się na wycieczkę, więc wkrótce możecie się spodziewać kolejnej relacji ze zwiedzania. ;)

 

 

#4 30 maja – Día de Canarias

30-ego maja świętujemy tutaj dzień Wysp Kanaryjskich. Jest to uroczystość, która narodziła się w 1983 roku wraz z powstaniem Parlamentu Wysp Kanaryjskich, który znajduje się w Santa Cruz de Tenerife.

W tym roku po raz pierwszy uczestniczyłam w Baile de Taifas, czyli imprezie zorganizowanej dla wszystkich tych, którzy chcą uczcić swoją kanaryjską narodowość. Dla mieszkańców tutejszych wysp jest to bardzo ważne święto. 29 maja przygotowuje się w Puerto del Rosario koncert z tutejszą muzyką dla szacowanej liczby 10 tys. osób. Można przyjść tutaj, aby potańczyć oraz posłuchać muzyki, lub istnieje także możliwość zarezerwowania stolika – w tym przypadku każdy przynosi swoje własne jedzenie, alkohol, no i zaczyna się zabawa. ;) Wygląda to mniej więcej tak:

53   64

Aby wejść na imprezę trzeba spełnić jeden warunek – należy ubrać typowy kanaryjski strój. No i z tym miałam problem, gdyż takie ubranko kosztuje około 40 Euro, a bez sensu wydawać takie pieniądze na coś, co założę tylko jeden raz. Niestety, każda z moich znajomych posiadała tylko jeden strój, który oczywiście sama zamierzała ubrać na Baile de Taifas. Na szczęście, mniej więcej godzinę przed imprezą, udało zdobyć mi się jakiś fartuszek oraz długą spódnicę (przez którą prawie się zabiłam 3 razy tamtej nocy! ;) ). Strój kanaryjski dla kobiety wygląda mniej więcej tak:

1

 

Każda z dziewczyn ubiera długą spódnicę (zazwyczaj jest to spódnica w kolorowe paski), na nią należy założyć fartuszek. Musi mieć też ubraną białą bluzkę, a na szyi lub na głowie – zawiązaną chustę, przeważnie dobraną do koloru spódnicy.

Strój u każdego mężczyzny powinnien wyglądać tak:

DSC_0538

Czyli dokładniej mówiąc – czarna lub szara kamizelka, biała koszula, czarne spodnie oraz czerwony pas. ;)

Dokładnie taki klimat – tutejsza muzyka, tutejsze stroje i tutejsze żarcie. A Wy co myślicie – chcielibyście uczestniczyć w takiej imprezie? Czy Waszym zdaniem pomaga to zapoznać się trochę bardziej z kanaryjską kulturą? 

Pozdrawiam! ;)

 

#3 Co zwiedzić? – Najciekawsze miejsca cz.1

Hej!

Dziś przedstawię Wam moją listę najciekawszych miejsc, jakie można zwiedzić na Fuerteventurze. Oczywiście nie ukrywam, że wszędzie jest tutaj jak w bajce, ale na razie postanowiłam pokazać Wam kilka ulubionych zakątków. ;)

Wydmy w Corralejo

Jest to zdecydowanie moje ulubione miejsce – rezerwat przyrody Dunas de Corralejo. Powierzchnia jaką obejmuje, to około 2,6 tys. hektarów. Wydmy zostały utworzone z piasku, który dotarł tutaj aż z Sahary. O każdej porze roku znajdziemy tutaj pełno turystów oraz baaaardzo dużo kite-surferów oraz windsurferów. Wystarczy zatrzymać się tu tylko na chwilę, a już poczujemy się jak w raju. 

Niżej zamieszczam kilka zdjęć, abyście sami się przekonali, jakie to piękne miejsce. :)

(Po kliknięciu na wybrane zdjęcie, można je obejrzeć w większych wymiarach)

10409235_850542678313194_4917060696521111931_n 10426231_850543114979817_3017469111072743614_n 10612941_850542844979844_5193414720170427165_n

Ajuy

Ajuy to wioska rybacka, która znajduje się w części wyspy zwanej Pájara. Jest to również pomnik przyrody, gdzie znajdziemy przede wszystkim jaskinie… Brzmi nudno? Niekoniecznie. Pierwsze dwa lata sama nie mogłam się przekonać, ale ostatecznie wybrałam się na tą wycieczkę i ani trochę nie żałuję. Jest to naprawdę cudowne miejsce, szczególnie jeśli ktoś lubi spacery na świeżym powietrzu, pstrykanie zdjęć i podziwianie krajobrazów. Można także pozwiedzać jaskinie, gdzie ci, co lubią przygody, znajdą coś dla siebie. Ja sama nie zdobyłam się na obejście całej jaskini, ponieważ wzbudził się we mnie lęk przed ciemnością. 8-O  W Ajuy znajdziemy również plażę z czarnym piaskiem, jednak należy być bardzo uważnym, jeśli mamy ochotę wykąpać się w morzu, gdyż są tam bardzo mocne prądy oraz ogromne fale. Po całej wycieczce można zjeść przepyszną rybę w tutejszej restauracji, gdzie zasmakujemy również papas arrugadas con mojo, czyli jednej z typowych potraw kanaryjskich.

179851_190294774337991_7673933_n 180193_190301667670635_5439792_n 184364_190301561003979_1246922_n

Oasis Park

Nie może także zabraknąć naszego słynnego zoo – Oasis Park. Można tutaj nie tylko pooglądać najróżniejsze zwierzęta, ale również skorzystać z takich ofert jak przejażdżka na wielbłądzie, karmienie żyraf oraz słoni, pokaz dzikich ptaków, fok lub gadów. Znajdziemy tutaj też kilka restauracji i kafeterii, a także sklep z pamiątkami. Naprawdę warto się wybrać tu na wycieczkę (ja sama byłam kilka razy) – obiecuję, że robi wrażenie! ;)

183574_190069611027174_3744076_n184723_190301201004015_7893961_n  unnamed (1) unnamed (2) unnamed

Na dziś zostawiam Was z tymi trzema propozycjami, ale już w następnej części przedstawię resztę miejsc, które koniecznie trzeba odwiedzić podczas wizyty na Fuerteventurze. ;)